"świeżutka" poczta :) 2010-08-29 01:44:44

" Drodzy biegacze!

WYPRAWY BIEGOWE Z RAFAŁEM WÓJCIKIEM
KRAKÓW, 18 WRZEŚNIA 2010

 

18 września na jednej z malowniczych Ścieżek Biegowych Krakowa odbędzie się już trzecie spotkanie z serii Wypraw biegowych z Rafałem Wójcikiem, ambasadorem marki Timex w Polsce. Początek o godz. 10:00 w Parku Lotników Polskich przy Akademii Wychowania Fizycznego (al. Jana Pawła II 78) przy fontannie i tablicy "Ścieżki Biegowe".

Wyprawy biegowe to nowatorski projekt sportowy, w którym miłośnicy biegania mają niepowtarzalną szansę odbycia długiego treningu z Rafałem Wójcikiem, jednym z najwybitniejszych polskich biegaczy długodystansowych ostatniej dekady. Wyprawy biegowe to także okazja do nieodpłatnego przetestowania najnowszych zegarków sportowych marki Timex, w tym kolekcji Timex Ironman 150 Sleek Tap Screen wyposażonej w ekran dotykowy oraz różnych typów pulsometrów i monitorów treningowych Timex.

Udział w Wyprawie biegowej z Rafałem Wójcikiem może wziąć każdy chętny. Warunkiem jest zarejestrowanie się poprzez formularz zgłoszeniowy dostępny na stronie www.timex.pl. Spośród zarejestrowanych uczestników wybrana zostanie grupa osób, które będą mogły nieodpłatnie przetestować pulsometry Timex, a także kupić je z 20 proc. rabatem. Wśród wszystkich zarejestrowanych uczestników Wyprawy Biegowej w Krakowie rozlosowane zostaną trzy zegarki Timex Ironman. Ponadto każdy biegacz otrzyma na koniec czapeczkę do biegania oraz unikalną broszurę poradniczą przygotowaną we współpracy z kliniką Ortoreh i Rafałem Wójcikiem.

Wyprawy biegowe z Rafałem Wójcikiem odbędą się jeszcze w dwóch innych polskich miastach (Gdańsku i Warszawie). Wśród wszystkich uczestników Wypraw rozlosowana zostanie nagroda specjalna: wyjazd na Budapeszt Marathon 2011!

Gospodarzem Wyprawy Biegowej w Krakowie jest Klub AZS - AWF Kraków Masters. Do pokonania będzie ok. 30 kilometrów malowniczej trasy przebiegającej przez największe atrakcje turystyczne miasta takie jak m.in. Wawel i Kopiec Kościuszki.

Informacja o Rafale Wójciku
Rafał Wójcik jest jednym z najwybitniejszych polskich biegaczy długodystansowych ostatniej dekady. Reprezentował nasz kraj na Igrzyskach Olimpijskich w Sydney (2000), na także na Mistrzostwach Świata (Helsinki, 2005) i Europy (w 1998, 2002 i 2006 roku). Jego rekord życiowy na dystansie 3000m z przeszkodami (8.17,09) to piąty wynik w historii polskiej lekkoatletyki. Lepiej od niego biegali tylko tak wybitni sportowcy jak Bronisław Malinowski i Bogusław Mamiński, a także nieco zapomniani Krzysztof Wesołowski i Mirosław Żerkowski. Rafał święci również liczne sukcesy w biegach ulicznych. Dwukrotnie sięgnął po mistrzostwo Polski w maratonie (2005 i 2006), a w 2007 roku zajął drugie miejsce w prestiżowym Maratonie Warszawskim.

 

Szerszych informacji udziela:

Michał Kępa, Sport Evolution sp.j - tel. +48 792 510 323,
email: michal.kepa@sportevolution.pl"

Tagi: nagroda, maraton, bieg, rafał wójcik, ścieżki biegowe, timex

skomentuj (0)

uczę się żyć bez samochodu 2010-08-28 01:25:44

W piątek zakupy. Do pracy przyszłam z plecakiem, wyszłam w miarę punktualnie i udałam się do sklepu. Myślałam, że nie można wchodzić z plecakiem, ale miałam w nim różne dokumenty, więc zamierzałam go bronić ;)
Nawet nikt nie zapytał mnie o plecak, nie kazali zostawić w depozycie??? Tak jak chciałam.

Trudno mi się było odnaleźć w Carrefour (tam robię zakupy). Zmiana ekspozycji. Na miejscu kosmetyków - artykuły dla dzieci. Kosmetyki także ustawione w zupełnie inny sposób. Może nawet lepszy, tyle że zakupy zajęły mi więcej czasu.
Kupiłam tylko tyle, ile zmieści się w plecaku (taką miałam nadzieję). Dopiero, gdy się pakowałam, okazało się, że np. płatki śniadaniowe nie zmieszczą się już. Są może lekkie, ale zajmują dużo miejsca.
Następnie na piechotę do domu - musiałam bardzo malowniczo wyglądać: plecak, torebka i mała torba sportowa (tam były płatki).
Po drodze spotkałam koleżankę (niesamowite, nieczęsto tu przyjeżdża, a jednak już drugi raz w tym tygodniu). Porozmawiałyśmy - namawia mnie na rower. Nawet już zaczęłam o nim myśleć. Może? Do pracy dojadę - jest ścieżka rowerowa. Gorzej ze Śródmieściem. Bałabym się kluczyć po drodze, pomiędzy samochodami. Muszę to dokładnie przemyśleć.
A z drugiej strony, to ekologiczne (argument Agnieszki).

Zakupy odniosłam do domu i na pocztę (w okresie wakacji czynna jest tylko do 19:00), a ja dostałam już monit. Udało się. Kolejka niezbyt wielka.
Panie na poczcie bardzo zajęte. Ciekawe co one robią, tzn. czym się zajmują. Niewielu klientów (wcześniej też nie ma ich zbyt wielu. Płatności rachunków księgują przecież od razu ...
Nieważne. Dostałam list, na który bardzo czekałam!

Tagi: ekologia, rower, poczta, zakupy, carrefour

skomentuj (0)

ciekawe, czy odszkodowanie za samochód wystarczy na porządny rower? ;) 2010-08-27 23:07:49

we czwartek umówiłam się po pracy z rzeczoznawcą z TUW "Pocztowy". Spóźnił się o 15 minut, później zażyczył sobie wystawienia samochodu obok jego samochodu. W ten sposób straciłam drugie koło! A mam tylko jedno dojazdowe. Jest już wykorzystane. Łącznie ok. pół godziny, a ja się spieszyłam na zajęcia - należy mi się jakieś odstresowanie. Prawda?
Samochód sprawdzony została bardzo profesjonalnie, wszystko sfotografowane, krótki (może nie przesadnie krótki) opis szkód. Może w ciągu tygodnia będę wiedziała, co zdecyduje ubezpieczyciel. Wtedy będzie moja kolej - naprawiać, czy nie. Może za duże ryzyko? Niby to nie były nadmierne prędkości, ale jednak. Do wymiany pół samochodu.

Teraz o odstresowaniu :)
Miałam pół godziny na dotarcie autobusem do klubu. Zwykle tyle przeznaczam na dojazd samochodem. Biegiem do przystanku - nie zauważyłam, że po drodze jest inny przystanek i minął mnie autobus. Choć niewiele brakowało, abym go dogoniła. Nadjechał następny. 175 z lotniska. Po 19:00, a tak zatłoczony! Po drodze korki. Dotarłam o 19:20, nie musiałam szukać miejsca do parkowania, więc od razu do klubu. Prysznic (po całym dniu pracy trzeba) i na zajęcia.

Grupa nie była zbyt liczna. Pewnie pamiętali wtorkowy hard core :)
35 minut brzuszków, 15 minut Tao bo - ja w tym czasie robię swoje ćwiczenia (brzuszki, rozciąganie). Powody:
- nie lubię Tao bo, kojarzy mi się z boksem
- boli mnie stopa (a to spore obciążenie przy skakaniu)

Ostatnie 10 minut mosty - w różnych konfiguracjach - przedramiona i palce stóp, bokiem - jedno przedramię i bok stopy, ... Po 10 minutach niespodzianka. Zajęcia się nie skończyły! Charles przedłużył je o 15 minut. Szczerze powiedziawszy, sam wyglądał na zmęczonego (robił to wszystko z inną intensywnością niż my). Na pytanie koleżanki stwierdził, że ćwiczy dla siebie (sama to mówię o sobie). Lubię go coraz bardziej.

Tagi: sport, samochód, fitness

skomentuj (0)

pościg za Elą :) 2010-08-24 22:14:21

a skąd kłopoty z rozcięgnem? Trwa to z przerwami od lutego. Ostatnie nadwyrężenie miało miejsce w trakcie obozu w Szklarskiej Porębie. Po przyjeździe było już gorzej, jednak kulejąc pobiegłam w jubileuszowym XX Biegu Powstania Warszawskiego (maść przeciwbólowa nie eliminuje bólu w 100%, ale odczuwa się go z mniejszą siłą. ) - o tym innym razem.

Kłopoty z powodu przeciążenia, a to z kolei dzięki nadmiernej wadze (m.in.). Czyli muszę ponownie zrzucić parę kilogramów. Pokazał to dobitnie mój ostatni "występ".

W ubiegłą sobotę dzięki Agnieszce, zapisałam się na bieg: 2 KAMUS CROSS “FOR THE BEATLES” ( http://www.kamusmaraton.pl/regulamin,48,l1.html ). 10 km, może nierozsądne, przez ostatnie dni przebiegałam max 2,5 km. Rankami (6:30 - 7:00). A bieg miał rozpocząć się w samo południe.

Pojechaliśmy wynajętym na tę okazję busem. Zbiórka o 7:00 rano na stacji metra Słodowiec. Jak zwykle z domu wyruszyłam zbyt późno i dotarłam jakieś 5 minut po czasie. Na szczęście wszyscy jeszcze czekali. Dobrze, że nie byłam ostatnia ;) Po drodze słuchaliśmy muzyki zespołu The Beatles, aby wprowadzić się w nastrój biegu.

Poprosiłam o krótki postój po 3 godzinach jazdy. Wszyscy wyrazili zgodę - należało się nam. Okazało się, że postój wcale nie musi być taki krótki, trwał pół godziny. Dlaczego? Byliśmy dużo za wcześnie! Czyli czas na spokojne zjedzenie posiłku biegacza (ja miałam bułkę z miodem).

Dotarliśmy przed 11:00, kolejka do zapisów - bardzo sprawna organizacja. W ciągu paru minut miałam swój numer startowy i kartkę na posiłek.
Poszliśmy do szatni (koedukacyjna), aby się przebrać. Wtarłam maść przeciwbólową.
Następnie na miejsce startu, rozgrzewka, pogaduchy i ... start. Nieco opóźniony, ale nie przeszkadzało mi to.

Grupa już na pierwszym kilometrze rozciągnęła się. Ja zostałam nieco z tyłu. Przez ponad kilometr wymienialiśmy się z 2 panami stosującymi metodę Galloway'a. Niestety później stwierdziłam, że mam ochotę się przejść i ta ochota nie opuściła mnie prawie do końca. Cross po łące, niezbyt wiele miejsc ocienionych, choć las był niedaleko. W pewnym momencie zorientowałam się, że obok mnie jedzie policjant, który zamykał grupę. Znaczy byłam ostatnia. Jakiż miał piękny motor: Yamaha. Na trzecim kilometrze pierwszy wodopójj. Napiłam się powolutku pozując do pierwszej sesji zdjęciowowej. Pan robiący zdjęcia zapytał grzecznie, czy się nie spieszę :) No niby dlaczego byłam ostatnia? Zrobił mi zdjęcia przy wodopoju, przy domu organizatora imprezy, mieszczącym się przy ul. The Beatles 2, z policjantem i jego motorem. I dalej w drogę. Ustaliliśmy, że w lesie jest pętelka i za jakieś 3 km wrócę w to samo miejsce. Pan policjant poczekał więc na mnie - motorem do lasu ... lepiej nie. W drodze powrotnej już prawie cały czas szłam. Wodopój na 7 km. Niespiesznie napiłam się i do mety.
Po drodze zapytałam, czy pan policjant wjedzie ze mną na metę. Zgodził się. W ogóle był przesympatyczny. Rozmawialiśmy, coby mi się nie nudziło (taka długa droga).
A na metę wbiegłam przy akompaniamencie koguta policyjnego. Jejku. Jeszcze nigdy nie miałam takiej przygody! Ostatnie zdjęcie na mecie z panem policjantem.

Po dotarciu na metę udzieliłam krótkiego wywiadu. Pochwaliłam oczywiście pana policjanta.
Później szybki prysznic - jakież nowoczesne pomieszczenia i prysznice w tej szkole! Aż przyjemnie się tam było wykąpać. Co ważne: było nie tylko nowocześnie, ale też czyściutko! Nic nie było zniszczone.

Później rewelacyjny obiad. Domowy: zupa pomidorowa z ryżem (można było brać dokładki), na drugie danie udko kurczaka, ziemniaki, mizeria (rewelacyjna) lub buraczki. Jakież smaczne. I to nie dlatego, że po biegu chce się jeść. Był to naprawdę smaczny posiłek.

Następnie zabawa przy muzyce The Beatles - mogliśmy potańczyć. Uwielbiam! Oczywiście miały też miejsce popisy wokalne.
Jak to stwierdziła Agnieszka, mam niesamowitą kondycję - po biegu, ok. 29 stopni C, pełne słońce. No tak kondycję ... tylko czy do biegania?

A oto moje popisy - ktoś musiał rozgrzać publiczność, aby zaczęli tańczyć (popisy są pod koniec):

 http://www.youtube.com/watch?v=puofiL7JK1k&feature=search

Po zakończeniu części artystycznej pojechaliśmy nad jezioro, aby się wykąpać. Kierowca zgodził się na to, aby wyjechać godzinę później.

W drodze powrotnej nadal słuchaliśmy muzyki naszego ulubionego zespołu :)

Do domu wróciłam ok. 22:00.

bieg:

http://go.nike.com/5kr2dtc


zdjęcia od przyjaciół:

http://aletempo.pl/gallery/main.php?g2_itemId=16261&g2_page=10

http://picasaweb.google.com/darazes/KamusCrossForTheBeatlesOsiek21082010#

www.sbbp.z83.ru

i filmy:


www.youtube.com/watch?v=OVJIoeNuN5E

www.youtube.com/watch?v=u4e1-750pjU

www.lasekbielanski-team.waw.pl

Tagi: odchudzanie, bieg, nike+, 2 kamus cross “for the beatles”

skomentuj (0)

Tae bo 2010-08-24 21:50:44

wspomniałam tę nazwę w poprzednim wpisie. Niestety nie znalazłam polskiej dobrej wersji, więc wkleję angielską.

WIKIPEDIA: http://en.wikipedia.org/wiki/Tae_Bo


"Tae Bo
is an aerobic exercise routine that became popular in the 1990s. It was developed by taekwondo practitioner Billy Blanks[1] and was one of the first "cardio-boxing" programs to enjoy commercial success.[citation needed] Such programs use the motions of martial arts at a rapid pace designed to promote fitness. The name Tae Bo is a portmanteau of tae kwon do and boxing. [2]"

"History

Blanks developed the routine in 1976 by combining dance with elements from his martial arts and boxing training to form a workout regimen.[1] During the 1990s, a series of videos were mass-marketed to the public; by 1999 an estimated 1.5 million sets of videos had been sold on the back of a frequently aired television infomercial.[3] As a result, Tae Bo became somewhat of a pop culture phenomenon in the late 1990s. Gyms began offering kickboxing-based fitness classes similar to Tae Bo. Since Blanks had taken out a trademark on the name they were not allowed to use the term Tae Bo without paying a licensing fee.[1] Tae Bo videos and DVDs continue to rank among the top sellers in the fitness genre[citation needed] and derivative classes are still offered at many gyms.

Tae Bo classes are taught worldwide. Tae Bo includes many of the same punches and kicks as karate, but is not intended for fighting—it was not meant for any combat or self-defense applications. There are no throws, grappling moves, or ground fighting techniques in Tae Bo. Its only intent is to increase fitness through movement. Tae Bo also includes aerobic exercises intended to strengthen all muscles of the body with basic choreography.

The high-intensity workout is intended to increase cardiovascular fitness, strength, muscular endurance and flexibility.

Benefits

Tae Bo was designed as a different type of aerobic and cardio workout concept which is focused on the soul, mind and body and so the benefits of Tae Bo are both physical and mental. Tae Bo has been characterized as an excellent cardiovascular workout with very good distractions. [4]

Because of the movements it involves, Tae Bo is effective in toning and defining the body's musculature. It can also improve one's balance, flexibility, coordination and has cardiovascular benefits. The benefit of a good cardiovascular workout was the first thing Blanks noticed when he inadvertently created Tae Bo in 1976 and it is still one of the top selling points of the program. According to Blanks, the cardiovascular benefits are a result of the dance moves added to the already high-energy workout. [5]

The Tae Kwon Do aspect of Tae Bo provides self-awareness, self-confidence, and familiarity with martial arts. Martial arts combined with punch-boxing and dancing connects the mind and body by teaching mental acuity, physical strength, mental coordination and accuracy, and speed. [6]

Perhaps the most appealing aspect about Tae Bo is its proven calorie burning effectiveness. An hour long Tae Bo workout will burn 500 to 800 calories, compared with the 300 to 400 calories burned with a more conventional aerobics class. [7] If a healthy diet is followed, the burned calories should translate into weight loss. This is in fact one of the reasons why many people start practicing Tae Bo. Because it is an aerobic and cardio workout, Tae Bo helps its practitioners work out more sweat and lose weight at a faster pace when working out constantly during a week. [8]

If practiced sincerely at regular intervals Tae Bo can prove to be very beneficial for the cardiac muscles, blood-pressure and other body parts. On the other hand, if started or practiced in an abrupt, uneven manner can cause reduction in the lymphocyte number and can harm the immune system to a very great extent. [9]

Tae Bo is also helpful in increasing one's stamina, lean mass gain and strengthens even the bones. It helps in avoiding Osteoporosis as in the developmental stages it enhances the bone mineral acquisition.

Tae Bo is also thought to lead to a better gasp of self-defense methods by kicking and punching that are done during a workout program. While Blanks says he hopes Tae Bo users are never put in a spot where they will need the self-defense training, Tae Bo will give them the skills and confidence to deal with potential trouble. [10]

Tae Bo can also help with developing a positive sense of self-esteem. As with any form of exercise, it can promote "positive mental health as indicated by relief in symptoms of depression and anxiety," as stated in a study on the effects of exercise on mental health by Arizona State University researcher Daniel M. Landers. [11] "

Tagi: fitness, aerobik, tae bo

skomentuj (0)

nabieram linii 2010-08-24 21:42:34

a to za sprawą "spieszenia". Doszłam do wniosku, że spacer do pracy jest naprawdę bardzo przyjemny. Dziś poświeciłam na niego całe ... 12 minut :) Długo? Chyba nie.

A na podwórku przed blokiem zawsze można spotkać innych mieszkańców - dziś np. poznałam pana, którego jeszcze nigdy nie widziałam.
Z pracy wyszłam bardzo punktualnie i prawie biegiem do autobusu (jest niedaleko). Jakież było moje zaskoczenie, gdy w autobusie ktoś mnie zaczepił. Okazało się, że to koleżanka z pracy. Miałyśmy czas, by porozmawiać, bo w firmie nie zawsze jest taka możliwość - jesteśmy na różnych piętrach i to wcale, ale to wcale nie pomaga w utrzymywaniu kontaktów towarzyskich.

W klubie ćwiczenia z Charles'em. Był dzisiaj. Kurczę, chciał nas pozabijać ;) 60 minut brzuszków (specjalnie chodzę na te ćwiczenia). Muszę tylko pamiętać, aby być co najmniej 3 godziny po posiłku. I to niezbyt obfitym. Inaczej torsje (z wysiłku) nieuniknione. Tylko raz zrobiłam taki błąd. Nie było dziś jego ulubionej części Tae bo, której nie lubię. A nie lubię, bo nie mogę skakać (stopa, wrrr....). Stwierdził, że zrobił to dla mnie ;) Pewnie, należało mi się. We czwartek po ćwiczeniach z zastępczynią wyszłam bez żadnych oznak zmęczenia = żadnych endorfin. A one muszą po prostu być. Chodzę do klubu fitness dla relaksu.

Okazało się, że mam teraz więcej czasu, bo nie jestem w stanie zrobić paru rzeczy na raz. Wybieram więc tylko to, co dla mnie ważne. Potrafię ustalać priorytety!

I dodatkowo nabieram linii, czyli coraz mnie mniej. Cudownie.

Tagi: odchudzanie, fitness, priorytety

skomentuj (0)

coś dla zdrowia i figury :) 2010-08-23 21:09:07

dziś pierwszy dzień bez samochodu. Wstałam rano, na szczęście nie miałam angielskiego (lekcja rozpoczyna się o 7:30). Przygotowałam się zatem do pracy i wyszłam. Na podwórku spotkałam parę osób, mogłam chwilę porozmawiać.
Do pracy dotarłam ok. 9:00, czyli tak, jakbym jechała samochodem. Nie mam daleko - jakieś 15 minut spacerem. Nie mogę napisać, że pod górkę, choć jest przejście podziemne. Czyli trochę w dół, a później w górę. Spacer dość przyjemny, ładna pogoda (rano jeszcze nie było tak gorąco).

Po pracy byłam umówiona z kolegami, więc przespacerowałam się jeszcze trochę. Tym razem pół godziny. Nieźle. Omówiliśmy parę spraw i 25 minut później dotarłam domu.
Po drodze nabyłam bilet autobusowy na cały tydzień. Nie wiadomo, jak długo nie będę dysponować pojazdem. Telefonowałam do ubezpieczyciela. Rzeczoznawca ma się do mnie odezwać w ciągu 2 dni.
Chciałam wprawdzie nabyć bilet na 2 tygodnie, ale nie można takowego kupić. Potrzebna jest bowiem karta miejska ze zdjęciem. A na takową czeka się około miesiąca. Szybko?

Doszłam do wniosku, że takie spacery są rewelacyjne dla zdrowia i figury.
Bodajże 2 tygodnie temu, gdy po zajęciach Nordic Walking szłam do klubu fitness zaczepił mnie pewien pan (na oko sporo młodszy ode mnie). Spytał, czy chodzę na siłownię. Odpowiedziałam, że tak (totalne łgarstwo, ja chodzę na fitness, ale co tam). Na co odrzekł, że to widać, gdyż mam piękne pośladki. Przyjemnie usłyszeć taki komplement.

Mam nadzieję, że po tych spacerach może być tylko lepiej. Tym bardziej, że niezbyt bardzo mogę biegać. Znowu czuję, że mam rozcięgno podeszwowe :(

Wikipedia: "

Rozcięgno podeszwowe, utworzone przez mocne pasma łącznotkankowe, ma swój początek na guzowatości kości piętowej. Rozdziela się dystalnie na 5 pasm, które przyczepiają się u podstawy paliczków bliższych poszczególnych palców.

Rozcięgno podeszwowe odgrywa zasadniczą rolę dla czynnościowej stabilizacji stopy w czasie chodu i biegu. W środku fazy podparcia pomaga utrzymać stopę w pozycji neutralnej, zaś z fazie odbicia umożliwia zachowanie ustawienia supinacyjnego stopy. Przy nadmiernej pronacji stopy, tzn. przy obniżeniu sklepienia podłużnego, rozcięgno podczas fazy obciążenia i odbicia podlega przeciążeniom, które mogą spowodować entezopatię.

U osób nie uprawiających sportu najczęstszym czynnikiem etiologicznym są prawdopodobnie mikrourazy. Z czasem, może dodatkowo rozwinąć się tzw. ostroga piętowa, która w pojedynczych przypadkach nasila ból, uciskając okoliczne tkanki. Często jednak, widoczne na radiogramie ostrogi piętowe są nieme klinicznie.

Ból w okolicy przyczepu piętowego rozcięgna podeszwowego często występuje zarówno u sportowców, jak i osób nie uprawiających sportu. Stan zapalny oraz częściowe lub całkowite przerwanie rozcięgna podeszwowego dotyczą zazwyczaj biegaczy. U osób nie uprawiających sportu choroba występuje zazwyczaj między 45-60 rokiem życia (szczególnie kobiety i osoby z nadwagą). Szczególnie narażone na te chorobę są osoby wykonujące zawody wymagające długotrwałego stania oraz z niewydolnością układu żylnego.

Dolegliwości rozwijające się stopniowo w czasie intensywnego okresu treningowego. Największe dolegliwości bólowe i sztywność stopy występują rano, zaraz po wstaniu. Również w początkowej fazie treningu dolegliwości są największe, zmniejszają się następnie, ale powracają przy końcu, a przede wszystkim po treningu. Ból z reguły zlokalizowany jest w miejscu przyczepu bliższego, nieco przyśrodkowo przy guzie kości piętowej.

Chory zgłasza się z reguły późno, zaś przewlekły stan zapalny jest trudny do leczenia. Na pierwszy plan wysuwa się dobór odpowiedniego obuwia oraz odciążenie chorej stopy. Problem odpowiedniego obuwia jest szczególnie istotny u sportowców, których stopy są szczególnie przeciążone podczas treningów i zawodów.

Duże znaczenie w obuwiu ma prawidłowe uformowanie zapiętka i obcasa. Mocny, dobrze dopasowany zapiętek oraz miękki, nieco podwyższony i rozszerzający się ku podłożu obcas, zapewniają dobrą stabilizację tyłostopia i równomierny rozkład już częściowo wytłumionych sił, oraz chronią przed zcieńczeniem ochronnej piętowej poduszeczki tłuszczowej.

Kość piętową należy chronić wkładką z miękkiego, wygodnego, ale dostatecznie wytrzymałego materiału. W fazie ostrej wskazane są masaż lodem bolesnej okolicy oraz środki przeciwzapalne. W przypadkach nie poddających się leczeniu zachowawczemu może być wskazane leczenie operacyjne."

Tagi: sport, zdrowie, spacer, rozcięgno podeszwowe

skomentuj (0)

niebezpieczny zakręt i cudowni ludzie 2010-08-22 20:43:16

miało być o bieganiu, a nie jest.
Zamiast o dniu wczorajszym, będzie o dzisiejszym. I o naszym wspólnym bezpieczeństwie. Także na drogach.

Rano planowałam wybrać się na Nordic Walking, póżniej do World Class, a na końcu, jak co tydzień, na obiad do rodziców.
Rano jednak nie mogłam wstać, byłam zmęczona. Stąd pierwsze dwie pozycje odpadły. Wstałam bowiem po 12:00!!! Muszę kiedyś odespać :)

Pozostał obiad u rodziców. Byłam gotowa przed 14:00 (na obiad zwykle chodzę na 14). Wzięłam ze sobą wczorajsze trofea, zeszłam do garażu - prawie pusto. Wsiadłam do samochodu i ruszyłam. Nie jest to wprawdzie daleko, ale miałam ze sobą parę rzeczy, stąd bardziej sensowny wydawał się dojazd samochodem.

Drawska, skręt w Dickensa. Następny skręt w ulicę Urbanistów - niestety nie został "zaliczony". Tuż przed zakrętem zobaczyłam samochód, który przekroczył podwójną ciągłą linię, ja nie miałam już gdzie uciec (po prawej parking, parę osób). Zresztą były to ułamki sekund. Uderzenie. W lewą stronę samochodu. W szoku zatrzymałam się, wysiadłam z samochodu i zobaczyłam, że sprawca odjeżdża. Wcześniej  nie mogłam tego zobaczyć, gdyż lusterko złożyło się (na szczęście nie złamało). Za nim jechał inny samochód, więc nie mogłam zrobić zdjęcia komórką (mam ją zawsze w samochodzie). Pobiegłam za nim środkiem drogi (nie myślałam nawet, że ktoś mnie może rozjechać). Niedaleko bowiem były światła. Okazało się jednak, że samochód odjechał, aby stanąć w zatoczce. Za mną zatrzymało się parę samochodów. Dostałam wizytówkę od osoby, która jechała tuż za mną, gdybym potrzebowała naocznego świadka. Podziękowałam i poszłam w stronę samochodu sprawcy. Wyszło z niego 3 mężczyzn. Ojoj, niedobrze, pomyślałam. Ale podeszłam. Przywitałam panów nieco zaskakującym tekstem, mówiąc, że ich nie ... od razu. Z drugiej strony cisza - też byli pewnie w szoku. Kierowca poszedł ze mną do mojego samochodu - obraz nędzy i rozpaczy. Za moim samochodem zatrzymało się już parę innych pojazdów. Kobieta z samochodu stojącego za mną zaczęła krzyczeć, że stoję na drodze, nawet nie wyszła i nie zapytała, czy nie jest mi potrzebna pomoc. Fakt, wybiegając z samochodu za sprawcą nie włączyłam świateł awaryjnych. Spacerujący mieszkańcy przyszli z pomocą - nie, nie gapili się!!! Pomagali. Jeden z panów był na spacerze z 2 pieskami, zainteresował się tym co się stało, zaoferował pomoc - trzeba było wymienić tylne koło (kapeć ???). Podjechał moim samochodem kawałek dalej, abym nie stała na środku drogi, wymienił koło (na dojazdowe, bo tylko takie miałam w bagażniku) - okazało się, że jest bodajże mechanikiem samochodowym. Musiał skorzystać ze swoich narzędzi - koło było tak mocno przykręcone, że nie udało się moimi narzędziami (wyposażenie samochodu). Najpierw jednak odprowadził pieski (nie chcieliśmy, aby coś im się stało, samochody jeździły). Sprawca zatelefonował na policję (mnie trochę trzęsły się ręce). I ... zaczęliśmy rozmawiać, oglądać szkody w naszych samochodach. W sumie całkiem miło spędziliśmy ponad godzinę oczekiwania na policję.

Okazało się, że kierowca drugiego samochodu miał dziś nigdzie nie wyjeżdżać, bo miał jakieś przeczucie. Wybrał się jednak z kolegami na basen (Z Pragi na Szczęśliwice). I właśnie na zakręcie (bardzo ostry) spojrzał w lewo na drogę prowadzącą na basen = nie patrzył przed siebie i wtedy przekroczył podwójną ciągłą. Zresztą tuż za zakrętem był zaparkowany samochód, więc i tak trzeba go było ominąć. Później, gdy staliśmy, zobaczyliśmy, że więcej samochodów przekracze tę podwójną ciągłą.
A za 2 dni wybiera się urlop TYM samochodem ... Chyba nie był zachwycony. Choć samochód służbowy, więc powinien dostać zastępczy.
Porozmawialiśmy też o bieganiu - on biega w Parku Skaryszewskim.

Szkody:
- u niego kawałeczek błotnika po stronie kierowcy, prawdopodobnie przy drugim uderzeniu (nawet nie wiedziałam, że były dwa, choć gdy się zastanowię, to może, trochę zakręciło moim "misiem")
- u mnie: lewy reflektor, lewy błotnik, lewe drzwi przednie, lewe tylne koło - tam miałam właśnie fragment samochodu sprawcy. W kole !?
- Opel Insignia a Peugeot 306 ...

Policja przyjechała po ponad godzinie. Zaprosili sprawcę do swojego samochodu, później poprosili o wszystkie nasze dokumenty (ode mnie dowód osobisty, prawo jazdy, OC). Parenaście minut później policjant wyszedł, spisał w swoim kajeciku szkody w obydwu samochodach. Pouczył mnie, jakie dane mam wziąć od sprawcy (wszystkie dane z prawa jazdy, dane z polisy, nr telefonu, to chyba wszystko). Co zaskakujące, nie dał żadnego protokołu (ani mnie, ani sprawcy). A ja byłam pewna, że protokoły zdarzenia są spisywane. Zwracał się też do sprawcy per "Ty" ??? Ciekawe - właściwie wszyscy trzej panowie wyglądali dość podobnie (postura, zachowanie, ...).

Cóż, zobaczymy jutro, co uda się załatwić u ubezpieczyciela.

Jednak temat bezpieczeństwa (nie tylko tego zakrętu) jest bardzo istotny. Nie tylko temat tego zakrętu. Na pewno chciałabym się nim zająć, gdybym została radną.

Tagi: policja, bezpieczeństwo, stłuczka samochodowa, warszawa ochota

skomentuj (0)

ząb mądrości 2010-05-14 16:38:38

po raz drugi już nie wyrośnie :) Chyba.
Jeden z kolegów jednak napisał mi, że tak naprawdę ząb ten blokuje tylko mądrość :) Czyli po usunięciu może być tylko lepiej!
Zobaczymy. Chwilowo jest rewelacyjnie, ale działa środek znieczulający.

Poszłam do LuxMed (tam mamy abonament). Przyznam, że nigdy nie chodziłam tam do stomatologa. Mam własnego, ale ... dlaczego nie spróbować. Tym bardziej, że musiałam iść do chirurga.

Udało mi się dtrzeć punktualnie. Do poczekalni wyszła do mnie sama pani doktor, zaprosiła do gabinetu. Bardzo miła. Oczywiście wyraziłam swoje wszelkie obawy, nie starała się mnie powstrzymać.
Stwierdziła nawet, że pacjent przede mną pytał, czy ma napisać testament ;)

Po usadowieniu się w fotelu dostałam zastrzyk przeciwbólowy i po 5 min miało mi zdrętwieć część języka ,dziąsło. Ok.

Pani doktor przystąpiła do pracy, ale niestety. Ząb był do mnie bardzo, ale to bardzo przywiązany.
Stąd drugi zastrzyk, skalpel, coś do piłowana  kości i ... Po 10 minutach pracy, sukces!
Jeszcze tylko szwy, dobre rady (nie jeść i nie pić przez 2 godziny, żadnej aktywności sportowej przez tydzień, ...). Jeść mogę LODY!!!! Wprawdzie między innymi, ale jednak. Czyli są jakieś zalety takiej operacyjki :)
Lody pewnie dlatego, że są zimne i nie trzeba ich gryźć.

Wzięłam już pierwszą dawkę antybiotyku. Jeszcze tylko 2 tabletki (co 24 godziny).

Tagi: stomatolog, ząb mądrości

skomentuj (0)

Bieg Szczęścia 2010-05-13 22:38:19

jest już w najbliższą sobotę o 11:00. Wybierałam się, wahałam i znów wybierałam.
I okazało się dzisiaj, że jednak w tę sobotę na pewno nie pobiegnę. Chyba, że stanie się cud.

Podczas ostatniej naszej wizyty w "Samirze" miałam wrażenie, że podano mi jedzenie z piaskiem. Okazało się, że po prostu wypadła mi plomba. To co zostało z zęba, pokruszyło się (stąd piasek). Bolało, bolało, więc poszłam dziś do dentystki. A ona wysłała do chirurga na wyrwanie zęba. Zęba mądrości!

Ciekawe ile mądrości mieści się w 1 zębie. Pomyślałam, że pozbędę się 25% mądrości. Ale może coś jeszcze zostanie? :)

Tagi: ząb mądrości, bieganie a dentysta

skomentuj (3)

oddychanie 2010-05-10 23:58:06

w bieganiu jest ważne. A nawet bardzo ważne (pewnie przydaje się także przy innych okazjach ;) ).
Nie sądziłam nawet, że te parę tygodni przerwy poczyni u mnie takie spustoszenia - w zasadzie trwało to od marca, z krótką przerwą na maraton i półmaraton - na to drugie wydarzenie nie byłam już przygotowana. Pierwsze udało się "zaliczyć" siłą rozpędu.

Na treningach, które zaczęłam po przerwie,  byłam w stanie przebiec paredziesiąt/ paręset metrów ze sporym wysiłkiem. Oczywiście ćwiczenie czyni mistrza. Tyle, że nie jest to proces zbyt szybki. Przynajmniej u mnie.

Przypomniałam sobie jednak, że gdy nie mogłam trenować biegania przed maratonem (nieszczęsne rozcięgno), chodziłam do klubu fitness na Schwinn Cycling (rower stacjonarny). W piątek przed sztafetę postanowiłam pójść na taki właśnie trening. Rewelacja!
Nie pamiętam już nazwy tego treningu - chyba piramida (?). Czyli rozgrzewka, 1 min pod górę (na stojąco, odczuwalne obciążenie), 1 min przerwy (= jazda na siedząco z małym obciążeniem), 2 min pod górkę, 1 min przerwy, ... 5 min pod górkę, a później już tylko z górki :) czyli 4/1, 3/1, 2/1 , 1 min pod górkę i .... luz.

Na zajęcia te chodzę z pulsometrem. Są one bowiem najbardziej efektywne, gdy tętno nie przekracza 85%. Moje wynosiło max 88% (średnio 76%), czyli zajęcia były udane :)

W sobotę obowiązkowo ścieżka biegowa. Czyli obowiązkowa rozgrzewka w truchcie (kółeczko), siła biegowa, ćwiczenia ... Przyznam szczerze, że po przebieżkach nie miałam siły, aby przetruchtać na miejsce zakończenia zajęć.
A jednak ten trening także bardzo się przydał. Dobrze, że poszłam.

Na treningi biegowe nie zabieram ze sobą pulsometru, niestety tym razem popełniłam ten błąd.
Tętno max 91%, średnie 82%. Przy 91% powinnam już powoli padać ze zmęczenia (ta wartość nie pojawiła się na końcu treningu, ani nawet w trakcie przebieżek, ale podczas powolnego truchtu!). Na przyszły raz nie biorę ze sobą pulsometru.

Inna opcja: nie będę wyliczała max tętna na podstawie wzoru (skorelowanego z moim wiekiem), ale postaram się znaleźć moje max tętno. Tylko, czy ja to przeżyję? Cóż, złego diabli nie biorą :)

Tagi: bieg, sciezki biegowe, world class

skomentuj (0)

PIKNIK 2010-05-10 23:19:56

nie odbył się w końcu, gdyż trawa była dość mokra. Zjedliśmy jednak ciasto (rewelacyjne, czekoladowe, mmmm).
Część osób musiała wracać do domu.
Część jednak wybrała się na wspólny posiłek. Poszliśmy do nie tak dawno odkrytej knajpki SAMIRA (
Kuchnia orientalna i wegetariańska) - Kaziu, dziękuję. Otoczenie może nie jest zbyt zachęcające, ale najważniejsze jest dobre towarzystwo, dobre jedzenie. Czegóż potrzeba więcej?

http://www.samira.pl


Tagi: jedzenie wegetarianskie, samira

skomentuj (0)

EKIDEN 09.05.2010 :) 2010-05-10 22:01:09

już parę tygodni temu zaczęliśmy myśleć o sztafecie maratońskiej EKIDEN. Tym razem wpisowe było wysokie (300 PLN od drużyny). Jednak nie zraziło to 18 osób, które zdecydowały się na udział. 18 osób to 3 sztafety maratońskie po 6 osób. Każda z nich ma do przebycia kolejno: 10, 10, 5, 5, 5, 7.195 km.
Ja, dzięki swoim predyspozycjom, zostałam kapitanką drużyny "Biegamy z Ochotą subtelnie" :)

W piątek wieczorem (krótko przed 22:00) przypomniałam sobie, że muszę mieć podpisane oświadczenia zawodników z grupy ("Warunkiem dopuszczenia drużyny do biegu będzie przedstawienie przez jej kapitana zaświadczeń lekarskich wszystkich zawodników z ekipy o braku przeciwwskazań do udziału w biegu długodystansowym lub podpisanych przez nich oświadczeń o zdolności do udziału w takim biegu."). Przypomniałam sobie o tym tylko i wyłącznie dlatego, że musiałam odebrać zestawy startowe. O tej porze niektórzy już spali, ale z większością udało mi się umówić na sobotę. Zestawy odebrałam w sobotę wieczorem. Tak aby w niedzielę pójść bez stresu na odprawę kapitanów, czyli po odbiór pałeczki.


W niedzielę rano zjadłam swoje zwyczajowe śniadanie: chleb, twarożek i dżem, do tego kawa. Może nie wszystko jest zalecane przed startem (to o twarożku i kawie), ale ja to lubię. I już. Nie szkodzi mi podczas biegu.


Zamierzałam wybrać się spacerkiem (ok. pół godziny marszu), ale wzięłam ze sobą ciężkie butelki piwa. Wzięłam więc samochód. Piwo dlatego, gdyż mieliśmy zrobić sobie piknik. Koleżanka z zaprzyjaźnionego zespołu szybkobiegaczy własnoręcznie upiekła dla nas ciasto :)
Przyszły nawet osoby, które tylko kibicowały. To bardzo miłe, bo dzięki takim spotkaniom jest szansa porozmawiania. Nie zawsze możemy spotkać się w tak dużej grupie.

Rano zebraliśmy się na zrobienie zdjęcia (niestety nie wszyscy mogli dotrzeć przed 11:00, o tej porze był start). Pierwsi zawodnicy z drużyn ustawili się wreszcie na starcie i ok. 200 osób (tyle było drużyn) ruszyło. Nie było łatwo, gdyż ścieżka na Polu Mokotowskim jest dość wąska. Ciekawa jestem, jak szybsi zawodnicy mijali tych nieco wolniejszych. To duża sztuka! Tym bardziej, że spacerowicze nie ułatwiali zadania! Ja miałam łatwiej. Ustawiłam się bowiem na trzeciej zmianie - na 5 km.

Już przed startem poczułam, że jest mi słabo i pomyślałam, że na pewno zemdleję na starcie. Szukałam nawet osoby, która będzie
mnie mogła szybko zastąpić. Krótka rozgrzewka w truchcie - trudności z oddychaniem. Nie zapowiada się dobrze. Dostałam kawałek czekolady od Magnesa, co miało mi pomóc w odstresowaniu się. Chyba zadziałało.
Gdy bowiem przyszła moja kolej, nie miałam żadnych problemów. Wystartowałam nawet w niezłym, jak na mnie, tempie: 5:45. Paredziesiąt metrów dalej spotkałam Beatę, która powiedziała, że ma ciasto i dostanę je w nagrodę, gdy przybiegnę - świetna motywacja.

Trasa była dość kręta i właściwie po trzecim zakręcie nie chciało mi się biec dalej. Na szczęście koledzy dopingowali na trasie.

Najbardziej podobał mi się kawałek trasy przy fontannie. Rewelacja! Kropelki wody były bardzo odświeżające.

Na ostatniej prostej udało mi się jeszcze przyspieszyć i "wpadłam" na metę z zawrotna szybkością ;) Niestety nie wiem jaką. Bo oczywiście, jak zwykle zapomniałam wyłączyć Sportband. Wyłączyłam go 30 sek zbyt późno, stąd  średni czas nie jest w 100% dokładny. Niemniej jednak daje mi skalę porównawczą.

A porównywałam tym razem z biegiem w ZOO, który odbył się 01.05.

09.05. speed: 6'24"/km

01.05. speed: 6'53"/km

http://go.nike.com/06t3k3rt


Ważne: nie miałam już większych kłopotów z oddychaniem (to na trasie).


Nasza najszybsza druzyna zajęła świetne 13 miejsce!

 13. BIEGAMY Z OCHOTĄ SZYBKO, 02:47:15 (zwycięska drużyna 02:08:08, zawodowcy)
100. BIEGAMY Z OCHOTĄ STATECZNIE, 03:27:46
157. BIEGAMY Z OCHOTA SUBTELNIE, 03:45:55

Tagi: bieganie, maraton, ekiden, nike+, pole mokotowskie

skomentuj (1)

Spotkanie biegających kobiet 2010-05-05 23:52:07

Spotkanie biegających kobiet - Ortoreh, 8 maja 2010

W sobotę, 8 maja, o godz. 17.00 w Klinice Rehabilitacji Sportowej Ortoreh odbędzie się spotkanie biegających kobiet.
Czy bieganie w ciąży jest zdrowe? Czy bieganie w ciąży jest bezpieczne dla dziecka? Co mówią wytyczne towarzystw lekarskich na temat biegania w ciąży? Jednym zdaniem: wszystko, co chciałybyście wiedzieć o bieganiu w ciąży, ale boicie się zapytać! Zapraszamy na dyskusję o mniej i bardziej poważnych rozterkach biegających mam. 
W nieformalnym spotkaniu udział wezmą świeżo upieczona mama, która 6 tygodni po cięciu cesarskim przebiegła półmaraton, oraz  biegająca ginekolog-położnik, Ewa Goncikowska, która jej od tego nie odwiodła.
Zapraszamy panie, które biegają i są, były lub będą w ciąży (czyli prawie wszystkie!), oraz wszystkich pozostałych zainteresowanych (oczywiście zapraszamy ze swoimi pociechami).
Spotkanie odbędzie się w dniu 8 maja (sobota) o godz. 17:00 w Klinice Rehabilitacji Sportowej Ortoreh przy ul. Solec 18/20. Wstęp wolny.


Informację tę znalazłam właśnie na stronie MW

Tagi: maraton warszawski, kobieta 2010, fundacja mw, ortoreh

skomentuj (0)

dlaczego trzeba trenować? 2010-05-05 23:11:13

Moim celem na ten rok jest udział w kolejnym, drugim dla mnie maratonie warszawskim.
http://www.maratonwarszawski.com/

Celem fundacji MW jest zachęcenie jak największej liczby kobiet do biegania. Stąd akcja: Kobieta 2010 (czyli kobieta tego roku, ale też jest to liczba kobiet, które mogłyby wystartować w tym maratonie). Jest jeszcze trochę czasu, a kobiety przecież (widzę to w naszym maleńkim Parku Szczęśliwickim) trenują.
http://www.kobieta2010.pl/node/15817

Tagi: maraton warszawski, kobieta 2010, fundacja mw

skomentuj (2)

kobieca próżność 2010-05-05 22:13:34

właśnie odkryłam, że nasze piękne zdjęcie jest też na blogu Mariusz Giżyńskiego. A co tam, zaspokoję swoją próźność :)

http://mariuszgizynski.pl/index.php/galeria/?album=30&gallery=32

Oczywiście inne też są niezłe ;)

Tagi: mariusz giżyński

skomentuj (0)

trenować trzeba 2010-05-05 21:54:57

w końcu nie chciałabym przeżyć jeszcze raz tego, co na początku. Tak, tak właśnie czułam się z czasie biegu ZOO. Jak początkująca (stąd pewnie kłopoty z oddychaniem = brak treningów, kondycji).

W kwietniu zdecydowałam się na treningi na ścieżkach biegowych (już nie Nike?). Są one prowadzone w wielu miejscach (znaczy także miastach), ale oczywiście człowiek jest zwierzęciem leniwym (to o mnie) i chce mieć swoją jak najbliżej domku).
Czyli w  sobotę jestem w Parku Szczęśliwickim, a w niedzielę na Polu Mokotowskim:
www.sciezki-biegowe.pl
Drugą zaletą jest to, że jako stworzenie towarzyskie, mogę spotkać wiele znajomych osób.
Trzecią (nie wiem, czy nie najważniejszą): nie muszę za to płacić.
A porady trenerów? Są bezcenne.

Oczywiście nie mogę poprzestać na treningach 2 razy w tygodniu, bo to trochę za mało. Dlatego też wychodzę do "swojego" parku parę razy w tygodniu. Najwięcej przyjemności sprawia mi poranny trening, gdyż dzięki niemu przez cały dzień jestem dużo szczęśliwsza. Nie denerwują mnie sprawy, które normalnie wyprowadziłyby mnie (tak bywało) z równowagi. A po południu lub wieczorem chodzę do klubu fitness, bo przecież przygotowanie do zawodów, to nie tylko bieganie - najlepiej korzystać ze wzorów naszych najlepszych biegaczy. Treningi biegowe, to tylko część ich przygotowań do zawodów. Trzeba mieć siłę, wytrzymałość, być odpornym na stress ... Oczywiście nie mogę się z nimi mierzyć, ale wykorzystywać chyba mogę ;)

A najlepiej wykorzystywać każdą nadarzającą się ku temu okazję. Właśnie poznałam pewien sekret:
http://www.youtube.com/watch?v=peQVSozgLb4

Sprawdzi się? Może. Już po samym dokonaniu tego odkrycia miałam lepszy trening (byłby lepszy, gdybym wyłączyła Sportband po zakończeniu treningu, ale w końcu marsz też jest przydatny):
http://go.nike.com/2fm3ps2

Dla porównania wczorajszy
: http://go.nike.com/50l9ffk
to oczywiście ostatnia część tego treningu, tzw. rozbieganie. Na początku kółeczko, później 6 podbiegów, trochę ćwiczeń na poprawienie siły biegowej i na zakończenie rozbieganie.
A wieczorem (wg nowych zasad nie robi się go po treningu) rozciąganie w moim nowym klubie fitness.

Tagi: sekret, nike+, treninig, ścieżki biegowe

skomentuj (0)

Bieg dookoła ZOO 2010-05-03 22:18:21

Bieg dookoła ZOO (http://www.biegzoo.pl/) miał się odbyć 17.04. i w gdyby wtedy się odbywał, na pewno bym nie poszła.
Zero treningów, brak kondycji (nawet klub fitness zamknięty z powodu remontu ...). To byłaby czysta głupota. Bez sensu. Bo musiałabym chyba przejść większość dystansu.
Stało się jednak inaczej. Bieg został przełożony na 01.05. i to dawało mi odrobinę szans na przebycie całych 10 km. A poza tym maskotka - żółwik. Musiałam go zobaczyć. Udało mi się. Ale po kolei.

Nie odebrałam wcześniej pakietu startowego. Doszłam do wniosku, że korki skutecznie zablokują moją chęć. Stąd musiałam wstać nieco wcześniej w dniu startu, aby odebrać. Miałam pewne obawy, gdyż na forum czytałam, iż zostały same duże rozmiary koszulek. Ale przecież ja taki mam :)

Rano musiałam jeszcze zawieźć do rodziców zakupy (dobrze, że to po drodze). Na miejscu byłam przed 9:00 (wydawanie zestawów do 9:30, start o 10:00). Spotkałam mnóstwo znajomych osób i oczywiście kolegów z drużyny. Nie udało mi się ich namówić na wspólny trening, ale przynajmniej zrobiliśmy sobie zdjęcie z żółwiem :)
Parę zdjęć z biegu w naszej galerii: http://www.biegamyzochota.pl/photogallery.php?album_id=54

Zestaw startowy odebrałam w ciągu paru chwil. Miałam do wyboru 2 rozmiary koszulek. Wybrałam na wszelki wypadek tę większą, gdyż zgodnie z regulaminem mieliśmy startować w tych właśnie koszulkach. Przebrałam się w namiocie, chciałam przypiąć numer a tu ... po drodze zgubiłam agrafki. Na szczęście dostałam zapasowe.


Zdecydowałam się na krótką rozgrzewkę - bardzo wolny truchcik. Nie wiem, czy potrzebnie. To było dość straszne przeżycie. Po 50 m poczułam, że nie mogę oddychać. Postałam parę minut, druga próba zakończona podobnie. Ok. potrzebny inny rodzaj rozgrzewki - wymachy rąk, krążenie biodrami, ...). Gdy skończyłam zawodnicy zaczęli iść na linię startu, a ja ... w poszukiwanie toalety. Kolejka. Pięknie. Nie zdążę na start. Na szczęście udało się. Ja też ruszyłam w kierunku linii startu. Ledwie udało mi się dopchać na sam koniec (powyżej 60 minut, bo mój założony cel: 70 minut, realnie oceniłam swoje możliwości w danym momencie).

I ruszyliśmy. Pełną parą :) Po minucie przekroczyłam linię startu. Mierzony był oczywiście także czas netto (mieliśmy chipy).

Wolniutko pierwsze kółeczko, parę łyków wody (moje wsparcie logistyczne), następnie drugie (znowu picie). A na trzecim kółku dołączył do mnie Grzegorz, który już przebiegł swoje 10 km (zrobił nawet życiówkę!). Na końcówce kazał mi przyspieszyć i ... rzeczywiście miałam jeszcze dużą rezerwę: o tu powinno być to widać
http://go.nike.com/06rdnb5k

Na zakończenie otrzymałam piękny medal - słonia, picie (wreszcie mój ulubiony Izostar!) i batonika (należała mi się nagroda). Czekając na wręczenie nagród zwycięzcom, zjedliśmy rewelacyjną grochówkę.

Pogratulowałam zwycięzcy i poprosiłam o wspólne zdjęcie. Nie odmówił. Też znajduje się na naszej stronie :)

Już już przymierzałam się do napisania swojej relacji, ale przeczytałam relację Mariusza:
http://mariuszgizynski.pl/index.php/2010/05/bieg-dookola-zoo/ i trochę mnie zastopowało :)
Niby ja też się nie zmęczyłam, ale pamiętam, że dublował mnie, gdy kończyłam pierwsze kółko!

A dziś Mariusz także wygrał. Tym razem w Biegu Konstytucji.

Tagi: nike+, bieg dookoła zoo, bieganie a brak treningów

skomentuj (1)

rozcięgno podeszwowe 2010-05-01 23:09:05

Po raz pierwszy po powrocie z maratonu w Barcelonie (koniec marca) poszłam na zawody. Wcześniej nie było takiej szansy - nie trenowałam prawie wcale.
Rozcięgno podeszwowe nie jest groźne dla życia, ale dość upierdliwe.  Czasami trochę boli.
Oczywiście boli tym bardziej, im większy ciężar opiera się na stopie (to moje subiektywne odczucia). Niestety sprawdzone organoleptycznie :)
http://pl.wikipedia.org/wiki/Entezopatie

Trzeba się wziąć za siebie - najpierw trochę wagi. Muszę znaleźć dietę Oli i zacząć znów stosować. Miałam wrażenie, że stosuję się do zasad. Jednak przy braku jakichkolwiek treningów (nawet bez fitness) i tej samej ilości pożywienia ... Nie ma się co oszukiwać.

Może też dlatego nie miałam ochoty nic pisać? Nazwijmy to kryzysem twórczym ;)

Tagi: rozcięgno podeszwowe

skomentuj (1)

Turbacz, formuła zawodów 2010-01-21 21:43:36

Właściwie powinnam napisać parę informacji ogólnych, gdyż jest to dla mnie nowość. Skopiowałam tylko fragmenty. Istotne z mojego punktu widzenia.

http://www.compass.krakow.pl/rakiety/Informacje.html

AST Winter Trophy
Rajd na rakietach śnieżnych

Termin zawodów: 8-10 stycznia 2010

start Etapu 1 - 09.01.2010 godz. 8.00
start Etapu 2 - 10.01.2010 godz.8:00

Baza zawodów:

Schronisko PTTK im. Władysława Orkana na Turbaczu.

Uczestnictwo i kategorie

Start w zawodachw zespołach dwuosobowych.

Prowadzona będzie klasyfikacja w następujących kat.

MM - mężczyźni, wiek dowolny
MIX - kobieta i mężczyzna lub dwie kobiety - wiek dowolny
V - weterani, skład dowolny, wiek każdego zawodnika powyżej 40 l.
T - Trasa Turystyczna - (krótsza, około 60 % trasy klasycznej, punkty umieszczone na znakowanych szlakach i  ścieżkach,  kobiety i mężczyźni bez względu na wiek). W tej kategorii nie będzie prowadzona klasyczna klasyfikacja, wśród wszystkich zespołów które ukończą trasę w tej kategorii zostaną rozlosowane nagrody.

Forma zawodów

AST Winter Trophy to dwudniowa impreza na orientację zoorganizowana w formie rogainingu.

Zadaniem startujących zespołów jest zdobycie jak największej ilości punktów wagowych (P) w określonym limicie czasu. Każdemu punktowi kontrolnemu (pk)  ustawionemu w terenie przypisane są odpowiednie punkty wagowe (P). Punkty kontrolne zaznaczone są  na mapie. Ilość pk i kolejność ich zaliczania każdy zespół wybiera według własnego uznania.
O kolejności danego zespołu w klasyfikacji decyduje ilość zdobytych punktów wagowych (P), przy jednakowej ilości punktów decyduje czas przybycia na metę. W przypadku przekroczenia limitu czasu, odliczane  będzie 1 punkt za każdą rozpoczętą minutę spóźnienia. Po przekroczeniu limitu o 30 minut zespół nie będzie klasyfikowany.
Wszyscy członkowie zespołu w komplecie muszą pokonać całą trasę. W przypadku rezygnacji któregokolwiek członka zespołu cały zespół zostaje wycofany z rywalizacji i wraca na metę. Do sklasyfikowania należy zebrać 30 % wszystkich punktów wagowych.

Etap I - Godz. startu: 8:00
Rodzaj startu: masowy, tj. wszyscy uczestnicy startują jednocześnie.

Etap II - Godz. startu: 8.00.
Rodzaj startu: masowy, tj. wszyscy uczestnicy startują jednocześnie.

Używanie GPS
Zabronione jest używanie jakichkolwiek urządzeń do nawigacji GPS.

Wyposażenie uczestników

Uczestnicy biegu mogą korzystać z dowolnego rodzaju odzieży i obuwia, pod warunkiem, że są one dostosowane do panujących warunków atmosferycznych, chronią przed niska temperaturą oraz zapewniają bezpieczny udział w zawodach.

Istnieje możliwość wypożyczenia rakiet u organizatora - koszt 40 zł na czas całych zawodów (dwa dni). Zapotrzebowanie na wypożyczenie należy złożyć wraz ze zgłoszeniem maksymalnie do 31 grudnia 2009 roku.

Obowiązkowo uczestnicy muszą być wyposażeni w: zapasową odzież (w zależności od warunków atmosferycznych), kompas, czołówka, apteczka, zapas żywności i napoje.

Długość trasy i limit

Dlugość tras zostanie tak dobrana że zaliczenie wszytskich punktów kontrolnych w limicie uda sie w praktyce 2-3 zespołom. Żeby zostać skalsyfikowanym należy zdobyć 30 % sumy wszystkich punktów wagowych.

Limit E1 - 8 h. Zamknięcie mety 8.30 g. (sob. 16.30)

Limit E2 - 6 h. Zamknięcie mety 6.30 g. (nd. 14.30)

Szczegóły wkrótce.

Mapa i wykreślenie trasy
Zawody zostaną rozegrane przy użyciu mapy turystycznej Wydawnictwa Compass w skali 1:40 000.
Trasa zawodów będzie wykreślona na mapie. Każdy zawodnik (2 mapy na zespół) dostaje mapę na 60 minut przed startem.

Ramowy program zawodów

Piątek - 8 styczeń 2010

godz. 19 do 24 - przyjmowanie uczestników w biurze zawodów

 

Sobota - 9 styczeń 2010

godz. 8:00 - start masowy
godz. 15 - przybycie pierwszych zawodników na metę
godz. 16 - koniec limitu
godz. 16.30 - zamkniecie mety, ogłoszenie wyników
godz.18 - posiłek, spotkanie i pokaz filmów rajdowych. Wielka Orkiestra Światecznej Pomocy - licytacja.

Niedziela - 10 styczeń 2010

godz. 8:00 - start masowy
godz. 12 - przybycie pierwszych zawodników na metę
godz. 14 - koniec limitu
godz. 14.30 - zamkniecie mety, ogłoszenie wyników, wręczenie nagród

Tagi: turbacz, ast winter trophy rajd na rakietach śnieżnych

skomentuj (1)
Księga Gości